Nowości
www.urlop.ambrozya.pl |pozycjonowanie |oferty pracy
„Ncc minęła spokojnie i przez otwarty iluminator pachniało Wisłą, wciąż śpiewał nieletni „chłopak z Sosnowca" lub raczej Lily Pons O solo mio!... Z rana „zawinięto do warszawskiego portu"... Leon, zanim zszedt po schodkach czy trapie na Oad, zdążył już poprawić — wychylił dwa jarzębiaki.. Przy schodkach stało narzekające, pełne goryczy i żółci ciało w mundurze marynarki rzecznej — ciało nie wierzące w sprawiedliwość w Gdyni. Oficer pokładowy przyłożył dwa palce do daszku czapki i jadowicie zapytał
— Jak się panu spało w tym naszym tramwaju
— Bardzo dziękuję, poruczniku — odpowiedział Wachicki i chciał potrząsnąć jego dłonią. Ale ciało udało, że tego odruchu nie dostrzegało.
W Warszawie, w porównaniu do wiślanych czarów, było wstrętnie. Tramwaje brzęczały, asfalt, śmierdział, niekiedy wznosiły się obłoczki kurzu. Na przystani leżała góra czymś wypchanych worków. Wachicki taksówką kazał się zawieźć do hotelu Bruhla, nieco skromniejszego, ale potem machnął ręką i zatrzymał się w Bristolu, na samej górce. Żadne ewenementy godne uwagi przez pierwszych parę godzin nie zaszły. Atoli po obiedzie zakończonym koniakiem, gdy Leon idąc do krawca przechodził Marszałkowską, z pewnej witryny wprost jakby wyskoczyła i rzuciła mu się w oczy — biała oryginalna panama z czarną i dość wąską wstęgą — bo takie wówczas noszono. Sklep Mieczkowskiego wystawiał także słomkowe kapelusze o twardym denku, kapelusze włoskie pilśniowe, przeróżne meloniki. Ale czemuś pośrodku wystawy, na uśmiechniętej głowie z papier mache jakiegoś pięknisia, przypominającej zgilotynowanego fryzjera, tkwiła właśnie zapraszająca panama — nie znajdująca sobie nabywcy chyba od dawna. Miała rondo wygięte po europejsku z przodu pochylone w dół, z tyłu odchylone do góry. Wachicki jednak opuścił rondo w dół ze wszystkich stron, czym wywołał w sklepie małą sensację. Gdy ją przymierzył, okazało się, że akurat pasowała. Akurat! Kosztowała czterdzieści złotych.“(1)
oczyszczalnia ścieków |onet |mamita
Ncc minęła spokojnie i przez
„Ncc minęła spokojnie i przez otwarty iluminator pachniało Wisłą, wciąż śpiewał nieletni „chłopak z Sosnowca" lub raczej Lily Pons O solo mio!... Z rana „zawinięto do warszawskiego portu"... Leon, zanim zszedt po schodkach czy trapie na Oad, zdążył już poprawić — wychylił dwa jarzębiaki.. Przy schodkach stało narzekające, pełne goryczy i żółci ciało w mundurze marynarki rzecznej — ciało nie wierzące w sprawiedliwość w Gdyni. Oficer pokładowy przyłożył dwa palce do daszku czapki i jadowicie zapytał
— Jak się panu spało w tym naszym tramwaju
— Bardzo dziękuję, poruczniku — odpowiedział Wachicki i chciał potrząsnąć jego dłonią. Ale ciało udało, że tego odruchu nie dostrzegało.
W Warszawie, w porównaniu do wiślanych czarów, było wstrętnie. Tramwaje brzęczały, asfalt, śmierdział, niekiedy wznosiły się obłoczki kurzu. Na przystani leżała góra czymś wypchanych worków. Wachicki taksówką kazał się zawieźć do hotelu Bruhla, nieco skromniejszego, ale potem machnął ręką i zatrzymał się w Bristolu, na samej górce. Żadne ewenementy godne uwagi przez pierwszych parę godzin nie zaszły. Atoli po obiedzie zakończonym koniakiem, gdy Leon idąc do krawca przechodził Marszałkowską, z pewnej witryny wprost jakby wyskoczyła i rzuciła mu się w oczy — biała oryginalna panama z czarną i dość wąską wstęgą — bo takie wówczas noszono. Sklep Mieczkowskiego wystawiał także słomkowe kapelusze o twardym denku, kapelusze włoskie pilśniowe, przeróżne meloniki. Ale czemuś pośrodku wystawy, na uśmiechniętej głowie z papier mache jakiegoś pięknisia, przypominającej zgilotynowanego fryzjera, tkwiła właśnie zapraszająca panama — nie znajdująca sobie nabywcy chyba od dawna. Miała rondo wygięte po europejsku z przodu pochylone w dół, z tyłu odchylone do góry. Wachicki jednak opuścił rondo w dół ze wszystkich stron, czym wywołał w sklepie małą sensację. Gdy ją przymierzył, okazało się, że akurat pasowała. Akurat! Kosztowała czterdzieści złotych.“(1)
| - Nie Stien jesteś piękna >>>>
oczyszczalnia ścieków |onet |mamita